Skip to content

Spróbujmy razem – świetlica „Nasz Klub”

Projekt, od którego wszystko się zaczęło

Są projekty ważne. Są projekty rozwojowe. Są projekty potrzebne.
A są też takie, bez których nie byłoby całej reszty.

„Spróbujmy razem” to właśnie taki projekt.

To codzienna praca świetlicy „Nasz Klub” – miejsca, które powstało jeszcze zanim formalnie powstało Stowarzyszenie Serduszko dla Dzieci. Najpierw była potrzeba bycia z dziećmi. Potem była relacja. Potem przyszło przekonanie, że to musi mieć trwałą formę. I tak, z potrzeby obecności, odpowiedzialności i działania, narodziło się stowarzyszenie. Dlatego ten projekt nie jest tylko jednym z naszych działań. To serce organizacji. Jej początek, rdzeń i najgłębszy sens.

Od niemal trzydziestu lat „Nasz Klub” jest miejscem, do którego dzieci przychodzą nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że chcą. Miejscem znanym w lokalnym środowisku, oswojonym, bezpiecznym, bliskim. Miejscem, w którym młody człowiek może nie tylko odrobić lekcje czy zjeść ciepły posiłek, ale przede wszystkim poczuć, że jest ważny, zauważony i traktowany serio. Dokumentacja projektu wprost podkreśla, że dla wielu wychowanków czasowe zawieszenie w prawach uczestnika jest realną dolegliwością, bo świetlica jest dla nich ważnym miejscem przynależności.


Na czym polega projekt

„Spróbujmy razem” to projekt prowadzenia specjalistycznej placówki wsparcia dziennego w formie stacjonarnej — świetlicy socjoterapeutycznej „Nasz Klub” na Pradze-Północ. Projekt skierowany jest do dzieci i młodzieży w wieku 6–18 lat oraz do ich rodzin. W obecnej formule zakłada kontynuację pracy w latach 2025–2027, ale jego rzeczywista historia jest znacznie dłuższa: wyrasta z prawie trzydziestu lat doświadczeń pracy z dziećmi i rodzinami z Pragi.

To projekt oparty na przekonaniu, że dzieci wychowujące się w trudnych warunkach nie potrzebują tylko doraźnej pomocy. Potrzebują stałego miejsca, dobrych dorosłych, mądrej grupy rówieśniczej i codziennej, cierpliwej pracy, która pomaga odzyskać poczucie wpływu, bezpieczeństwa i sprawczości. Właśnie dlatego świetlica nie jest tutaj „przechowalnią po szkole”, tylko korekcyjnym, rozwojowym środowiskiem, które ma realnie wspierać dziecko w jego codziennym życiu: w emocjach, w nauce, w relacjach, w domu, w szkole i w obrazie samego siebie.

Projekt obejmuje trzy stałe grupy wiekowe, pracujące równolegle, ale w jednym wspólnym systemie. Dzieci dorastają w tej strukturze: przechodzą z grupy młodszej do starszej, a potem do grupy młodzieżowej. To bardzo ważne, bo pozwala budować ciągłość relacji i realną ścieżkę rozwoju, a nie tylko krótkie epizody wsparcia. Placówka działa pięć dni w tygodniu, a część aktywności odbywa się również w weekendy. W ciągu trzech lat planowana jest dostępność placówki dla podopiecznych na poziomie 4260 godzin, a wsparciem ma zostać objętych 35–40 dzieci i młodzieży, przy przeciętnej miesięcznej liczbie ok. 30–31 aktywnie uczęszczających wychowanków.


Dlaczego ten projekt jest potrzebny

Opis projektu nie ucieka od prawdy o miejscu, w którym działa. Praga-Północ jest dzielnicą o ogromnym potencjale, ale też obszarem, w którym przez lata kumulowały się problemy ubóstwa, uzależnień, przemocy, dziedziczonej bezradności, niskiego kapitału kulturowego i społecznego oraz przeciążenia rodzin. W dokumencie wprost wskazano, że wiele dzieci trafiających do placówki wychowuje się w środowiskach, w których obecny jest alkohol, przemoc, ubóstwo, konflikty, brak stałych reguł i brak bezpiecznych dorosłych. To dzieci, które często od początku wchodzą w życie z gorszej pozycji: słabiej przygotowane do szkoły, z zaległościami edukacyjnymi, z ogromnym napięciem emocjonalnym, z niskim poczuciem własnej wartości i poczuciem, że „nic ode mnie nie zależy”.

Dla takich dzieci szkoła bardzo często nie jest miejscem sukcesu, ale miejscem porażki. Startują z niższego poziomu, mają mniejszy zasób słownictwa, słabsze zaplecze kulturowe, niewystarczające wsparcie w domu, trudności z koncentracją, brak warunków do nauki, a często także niezaopiekowane deficyty zdrowotne czy rozwojowe. W opisie projektu mocno wybrzmiewa to, że dziecko ze środowiska marginalizowanego nie tylko ma trudniej — ono często już na starcie uczy się, że świat jest chaotyczny, nieprzewidywalny i nie daje oparcia. A jeśli tak, to trudno budować zaufanie, współpracę i odpowiedzialność. Dlatego świetlica ma być dla niego miejscem odwrotnym: jasnym, przewidywalnym, bezpiecznym i życzliwym.


Relacja jest tu najważniejszym narzędziem pracy

Jedna z najmocniejszych rzeczy w tym projekcie to jego filozofia. W dokumencie pada bardzo ważne zdanie:
„W naszej pracy bardzo ważna jest relacja podopieczny–wychowawca, bo to relacja jest głównym narzędziem naszej pracy.”

To nie jest ozdobnik. To jest istota tego miejsca.

W „Naszym Klubie” dzieci zwracają się do wychowawców po imieniu. Nie chodzi o „kumpelstwo”, pobłażanie czy rozmywanie granic. Chodzi o partnerstwo rozumiane jako szacunek, wspólnotę celu i obecność, która nie upokarza. Dla wielu dzieci, które miały złe doświadczenia z dorosłymi — zawodzącymi rodzicami, nieobecnymi opiekunami, szkołą kojarzącą się z kontrolą i porażką — taka relacja jest czymś przełomowym. To właśnie w bezpiecznej relacji można zacząć odbudowywać zaufanie, ćwiczyć emocje, przeżywać sukces, uczyć się granic i brać odpowiedzialność.

W placówce przyjęto model pracy, w którym na każdą około 12-osobową grupę przypada dwóch stałych wychowawców. To rozwiązanie nie jest przypadkowe — ma zapewniać ciągłość, stabilność, większą intensywność kontaktu i większe poczucie bezpieczeństwa dla dzieci. Zespół pracuje wspólnie, poddawany jest superwizji, regularnie spotyka się na zebraniach klinicznych i stale weryfikuje indywidualne programy pracy z dziećmi. Każdy wychowanek ma własną diagnozę sytuacji i plan pracy oparty na jego potrzebach, możliwościach, sytuacji rodzinnej i szkolnej.


To miejsce nie tylko pomaga. Ono wychowuje do życia

W „Naszym Klubie” dziecko nie jest „przypadkiem do obsługi”. Jest członkiem społeczności.

Placówka działa w duchu społeczności terapeutycznej. W praktyce oznacza to, że wychowankowie, wychowawcy i wolontariusze współtworzą zasady funkcjonowania miejsca. Normy nie są narzucone z góry „z teczki”, tylko wspólnie wypracowywane, omawiane i oswajane. Dzieci uczą się, że mają prawa, ale też obowiązki. Że wspólne zasady są po coś. Że grupa może być miejscem bezpieczeństwa, a nie zagrożenia. Że można mieć wpływ. Że można współdecydować. Że konflikt nie musi oznaczać przemocy.

To bardzo ważne, bo wiele dzieci trafiających do świetlicy wychowuje się w domach, gdzie normy są niestabilne, nieczytelne albo pozorne. Jednego dnia za coś są nagradzane, drugiego za to samo karane. Żyją w chaosie. A chaos rodzi lęk, agresję i bezradność. Dlatego świetlica staje się miejscem, w którym można doświadczyć czegoś przeciwnego: przewidywalności, sprawiedliwości, jasnych zasad i wspólnoty, która naprawdę działa.


Co dzieje się w placówce na co dzień

I tu właśnie zaczyna się to, co sprawia, że ten projekt jest naprawdę wyjątkowy.

Bo „Nasz Klub” nie działa tylko na poziomie teorii czy „pracy gabinetowej”. To miejsce pełne realnego życia. Dzieci i młodzież przychodzą tu po szkole, jedzą, odrabiają lekcje, rozmawiają, przeżywają konflikty i sukcesy, uczą się codzienności. Ale oprócz tego dzieje się tu bardzo dużo rzeczy, które sprawiają, że świetlica jest miejscem atrakcyjnym, rozwijającym i naprawdę ich.

Placówka zapewnia między innymi:

  • codzienną opiekę i wychowanie,
  • pomoc w nauce, korepetycje i tzw. „pogotowie lekcyjne”,
  • zajęcia socjoterapeutyczne i TUS,
  • terapię pedagogiczną, logopedię i indywidualne konsultacje psychologiczne,
  • warsztaty kulinarne i naukę zdrowego żywienia,
  • treningi umiejętności życiowych i samoobsługowych,
  • zajęcia sportowe, artystyczne, edukacyjne i rozwijające pasje,
  • wyjścia do kin, teatrów, muzeów, filharmonii, galerii i na wydarzenia sportowe,
  • działania weekendowe, wycieczki, rodzinne spotkania, celebrację świąt i ważnych momentów.

Ale jeszcze ważniejsze od samej listy działań jest to, jaką mają one funkcję.

Warsztaty kulinarne nie są tylko „gotowaniem”. Są pretekstem do rozmowy o świecie, kulturze, zdrowiu, współpracy i odpowiedzialności. Dzieci robią zakupy, przygotowują posiłki, uczą się porządku, wspólnego jedzenia i troski o innych. Zajęcia filmowe, fotograficzne czy radiowe nie są tylko hobby — pomagają znaleźć głos, nauczyć się wyrażać siebie, zobaczyć własny talent. Zajęcia sportowe to nie tylko ruch, ale także odreagowanie napięcia, doświadczenie zasad i sukcesu. Zajęcia artystyczne wspierają wyobraźnię, motorykę i poczucie sprawstwa. Nawet nauka dobrych manier i zachowania w miejscach publicznych ma tu sens: to uczenie dziecka, że ma prawo być w świecie, korzystać z niego i czuć się w nim pewnie.

W projekcie przewidziano nawet takie aktywności jak „noce filmowe” — całonocne maratony filmowe, które z pozoru mogą wyglądać jak zabawa, ale w rzeczywistości mają ogromny walor integracyjny i relacyjny. Dla wielu dzieci możliwość bezpiecznego spędzenia nocy poza domem, z grupą i zaufanymi dorosłymi, jest czymś naprawdę ważnym i budującym.


Pomoc dla dziecka to także praca z rodziną

Jedną z największych sił tego projektu jest to, że nie zatrzymuje się na dziecku. On widzi rodzinę.

„Spróbujmy razem” zakłada regularną pracę z rodzicami i opiekunami: rozmowy, konsultacje wychowawcze, wsparcie psychologiczne i pedagogiczne, a także współpracę z instytucjami działającymi na rzecz dziecka i rodziny. W dokumencie wyraźnie zaznaczono, że wiele rodzin wychowanków ma bardzo niskie kompetencje wychowawcze, często dlatego, że sami rodzice wychowali się w rodzinach dysfunkcyjnych albo placówkach opiekuńczo-wychowawczych. Dlatego praca z nimi nie polega na ocenianiu, ale na wzmacnianiu, towarzyszeniu i szukaniu rozwiązań.

W ciągu trzech lat zaplanowano około 180 godzin konsultacji wychowawczych dla rodziców, przy założeniu, że rocznie skorzysta z nich minimum 12 rodzin. Ponadto projekt zakłada, że 60% rodziców lub opiekunów wychowanków zostanie objętych wsparciem, a liczba rodziców aktywnie współpracujących z placówką ma wynieść 28 osób. To bardzo ważne, bo pokazuje, że świetlica nie działa obok rodziny, tylko stara się ją wzmacniać tam, gdzie to możliwe.


Przestrzeń, która naprawdę żyje

Ważny jest też sam charakter miejsca. Dokument podkreśla, że świetlica jest przestrzenią kolorową, ciepłą i przyjazną. Nieprzypadkowo. Wygląd miejsca też wychowuje. Pokazuje dzieciom, że warto dbać o otoczenie, rozwijać je, ulepszać, brać za nie odpowiedzialność. Placówka działa w lokalu przy ul. Szwedzkiej 6, ale korzysta też z innych przestrzeni stowarzyszenia, w tym podwórka przy Szwedzkiej 4, zaplecza rekreacyjnego, pomieszczeń warsztatowych i części dawnej Praskiej Światoteki. Dzięki temu dzieci i młodzież mają dostęp nie tylko do sal do nauki i terapii, ale też do kuchni warsztatowej, sali gier, przestrzeni multimedialnej, maszyn do szycia, komputerów, projektora, studia radiowego i miejsca do rozwijania pasji.

To znowu nie jest detal. To jest bardzo czytelny komunikat:
„Zasługujesz na dobre miejsce. Na estetykę. Na rozwój. Na coś więcej niż minimum.”


Co ten projekt realnie zmienia

Dokument bardzo konkretnie określa cele projektu. To między innymi:

  • profilaktyka uzależnień oraz przeciwdziałanie przemocy rówieśniczej i domowej,
  • zwiększenie kompetencji społecznych wychowanków,
  • poprawa funkcjonowania emocjonalnego, społecznego i poznawczego dzieci i młodzieży,
  • poprawa wyników w nauce,
  • zwiększenie kompetencji opiekuńczo-wychowawczych rodziców i opiekunów,
  • wspieranie rodzin tak, aby zapobiegać umieszczaniu dzieci w pieczy zastępczej.

Wskaźniki zaplanowane w projekcie także pokazują jego skalę i ambicję:

  • 36 dzieci zapisanych do placówki,
  • przeciętnie 31 dzieci regularnie uczęszczających,
  • 36 dzieci uczestniczących w zajęciach socjoterapii i TUS,
  • 5 dzieci skierowanych do placówki w ramach współpracy z instytucjami,
  • 7 porozumień z instytucjami i placówkami wsparcia,
  • 10 programów dla dzieci i młodzieży zwiększających kompetencje społeczne,

Ale prawdziwa siła tego projektu nie leży tylko w liczbach.

Leży w tym, że dzieci, które przez lata słyszały głównie komunikaty o porażce, zaczynają doświadczać sukcesu. Że młody człowiek, który wcześniej nie ufał żadnemu dorosłemu, zaczyna przychodzić, rozmawiać, wracać i brać odpowiedzialność. Że dziecko, które miało odpaść, zostaje w swoim środowisku, ma wsparcie, nie trafia do pieczy zastępczej, nie wpada w najgorsze scenariusze. Że były wychowanek przychodzi po latach i przyprowadza własne dziecko. Dokument wyraźnie mówi: byli wychowankowie przyprowadzają już do świetlicy swoje dzieci. To jest chyba najmocniejszy dowód, że to miejsce naprawdę zapuściło korzenie w lokalnej społeczności.


Dlaczego ten projekt jest naprawdę wyjątkowy

Bo jest oparty na czymś, czego nie da się zrobić szybko.

Na czasie.
Na obecności.
Na cierpliwości.
Na powtarzalności codziennych, małych gestów.
Na pracy, która nie zawsze jest spektakularna, ale bardzo często jest przełomowa.

„Spróbujmy razem” nie obiecuje cudów w trzy tygodnie. On proponuje coś ważniejszego: prawdziwe towarzyszenie dziecku w dorastaniu. Pomaga mu budować siebie od środka — przez relacje, doświadczenie wspólnoty, przeżywanie sprawstwa, uczenie się odpowiedzialności i odkrywanie własnych mocnych stron.

To dlatego ten projekt jest tak ważny.
Bo nie jest dodatkiem do działalności stowarzyszenia.
On jest jego początkiem, fundamentem i najgłębszym uzasadnieniem.